Thread Rating:
  • 2 Vote(s) - 2 Average
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Historia Świata a Religia [dyskusja]
Holmegaard:
zacharek:

Kiedy po raz pierwszy byłam na takim spotkaniu (już jako osoba wierząca, ale nadal nie jakoś szczególnie głeboko), byłam z ciekawości i bo ksiądz polecił (bardziej w formie nakazu, ale nie przymusu, było to przede wszystkim dla osób przygotowujących się do bierzmowania (a ja do nich należałam)), ksiądz celowo nie wyjaśnił na początku, jak dokładniej będzie to wyglądać. Uprzedził, żeby się nie bać tego, co się będzie działo, ale nie powiedział, co się będzie działo. Ludzie, którzy nie mieli pojęcia, jak działa Duch Święty, doświadczali jego działania. Pamiętam jeszcze, że wtedy nie miałam tzw. spoczynku w Duchu, jedynie (jeżeli można powiedzieć, że to jest mało) dar łez. Łzy płynęły mi dosłownie strumieniem, z każdą chwilą czułam się coraz bardziej oczyszczona i w ogóle. Oprócz łez, w których "niezwykłość" dotyczyła ich ilości, czasu trwania i tego, że były jakby gorące, ogólnie czułam, jakbym płonęła wewnątrz albo coś (niezwykle przyjemne uczucie). No i wtedy byłam świadkiem uzdrowienia. Dziewczyna od wczesnego dzieciństwa sparaliżowana po wypadku, po prostu wstała i na kolanach przeszła wokół ołtarza. Znam ją, więc mam pewność, że to nie jest mistyfikacja zaplanowana przez księdza czy cokolwiek tego typu. Lekarze nie są w stanie wyjaśnić przyczyny uzdrowienia do dziś. W przypadki nie wierzę.
Jakieś trzy miesiące później byłam po raz kolejny, ale wtedy z jakiegoś powodu musiałam wyjść zaraz po samej mszy. Potem 20 października 2011. Byłam w strasznym stanie psychicznym ogólnie, ale poszłam, mimo że nie chciało mi się. Znowu "tylko" dar łez. Ale oprócz tego pierwsze oczyszczenie duchowe dotyczące bezpośrednio mnie. Na pewien czas zniknęły koszmary męczące mnie od długiego czasu, nagle wszystko było właściwie idealnie. Później z powodu pewnych wydarzeń stan psychiczny się pogorszył znowu, ale nieważne, nie umniejsza to roli mszy wstawienniczych w moim życiu.
12 kwietnia br. Pierwszy tzw. spoczynek w Duchu Świętym, którego doświadczyłam. Moment wręcz nie do opisania. Poczucie pełni bezpieczeństwa i w ogóle. Posadzka kościoła, wbrew pozorom, jest bardzo wygodnym miejscem. Mimo że podobno zimna, twarda itd. Wtedy nie przeszkadza nic. 11 maja praktycznie to samo. Później wigilia Zesłania. Bycie świadkiem kolejnego uzdrowienia, odzyskania wzroku. Tak samo - znałam osobę przed tym zdarzeniem, znam nadal, w udawanie cudu nie wierzę. Dar glosolalii, czyli modlitwy językami. Kolejny 'spoczynek'. Wiele innych darów, których opisywać nie będę tym razem, bo post na sto stron mi wyjdzie albo coś. No i ostatnio, 14 czerwca, podobnie jak w kwietniu i maju, więc opisywać jeszcze raz nie będę, bo nie ma po co.
Nie nazwałabym tego efektem placebo. Widziałam, doświadczyłam, wierzę, że to jest prawdą. Więcej dowodów mi nie potrzeba, by ufać bezgranicznie.
Reply
Mózg to potężne narzędzie.
Uzdrowienia nie należy tłumaczyć cudem.
Wystarczy teraz stwierdzić, że mózg ma zdolność rekonstrukcji ciała (dosłownie). Jest taki film "Sekret" ogólnie bzdury, ale tłumaczy, że mózg potrafi z inwalidy uczynić maratończyka. Kwestia czy przy jego świadomym użyciu, czy przez tłumaczenie tego wszystkiego cudami.
Reply
Btw. skoro już jesteśmy w temacie, może ogarnijcie sobie tę piosenkę Big Grin. Tekst w sumie jest idealnie tym co myślę o religii na tle historii.

http://www.youtube.com/watch?v=Cwg-M5-pjvs
Reply
Rainbow 
http://www.youtube.com/watch?v=cAMG5vki6I0
Ja jestem za czymś lżejszym jednak. Chociaż Twoje też fajne. Wink
Reply
Nie umiem słuchać Beatlesów, więc tylko tekst przeczytałem z tego teledysku Big Grin.

AtDown - Queena też nie lubię, bo za bardzo rozprzestrzeniony jest Cool. A Sabaton jest monotonny i bez duszy. Ale to już taki lekki ot Cool.
Reply
Co Ty gadasz, Beatlesi wymiatają. Zaraz obok Queenu i Sabatonu
Ale dobra, nie spamujmy. Smile
Reply
Może zbyt agresywnie podszedłem do swoich poprzednich kilku postów, no niestety bardzo łatwo mnie wyprowadzić z równowagi. Zwłaszcza gdy pod wpływem nerwów piszę już posta, to słabo mi wychodzi wtedy "normalne" pisane Wink

Byłem w kościele na rekolekcjach. Działo się tam coś, co mnie strasznie zadziwiło. Ksiądz kładł ręce na czyjejś głowie. Wszyscy po spowiedzi podchodzili do niego, żeby się przekonać czy siła Ducha Świętego naprawdę istnieje, czy to nie jest kit. I wiecie co się działo? Chciała to sprawdzić cała nasza szkoła, poszedł dosłownie każdy, i 80% z nich to przewracało się jak deski na ziemię, i to w taki dziwny sposób... dziewczyny płakały, inni byli kompletnie zdezorientowani... Czy aż tyle osób po prostu by sobie chciało symulować taką scenę? Hmm... wiecie - ja i moje teorie spiskowe Big Grin nadal nie jestem pewien co do prawdziwości tego. Może ktoś mi opowie o tym coś więcej? Istnieje jakiś DOWÓD na istnienie tego? taki, żeby nawet niedowiarka przekonać
Reply
zacharek napisał(a):
Quote:Nemathinyen:
Mózg to potężne narzędzie.
Uzdrowienia nie należy tłumaczyć cudem.
Wystarczy teraz stwierdzić, że mózg ma zdolność rekonstrukcji ciała (dosłownie). Jest taki film "Sekret" ogólnie bzdury, ale tłumaczy, że mózg potrafi z inwalidy uczynić maratończyka. Kwestia czy przy jego świadomym użyciu, czy przez tłumaczenie tego wszystkiego cudami.


I kilka wyżej jeszcze. Smile
Reply
Siła woli między innymi i pozytywna energia przekazywana też przez ludzi, którzy zajmują się medytowaniem i przekazywaniem pozytywnej energii od wielu lat wpływa na zdrowie człowieka po części. Nasza wola i pozytywna energia wywołują więcej impulsów obronnych przesyłanych do miejsca, w którym znajduje się choroba. Ludzie zaraz myślą "ojej toż to cud! biegnijcie po aparat, strzelmy słit focie na nk, bo jeszcze wczoraj ten człowiek był umierający, teraz może pozować do słit fotek w kiblu przed lustrem" nie no trochę może przegiąłem, ale to na takiej zasadzie polega.
A objawienia? Nie. Jeżeli widzicie anioły, duchy, to są to jedyne złudzenia i zwidy powodowane także przez mózg. Np. przy zbyt dużym polu magnetycznym mózg trochę wariuje i wykrywa zagrożenie, wysyła do naszej świadomości w postaci obrazów takie informacje, my mamy zwidy, ale nie jest to prawdą, co ujrzymy. Ze zbyt dużego zmęczenia też można mieć zwidy, gdyż mózg już kończy powoli swoje procesy, jeżeli decydujemy się iść spać. Zwalnia prędkość działania, a jeżeli pobudzimy go siłą woli nagle przed zaśnięciem do intensywnego działania, no to nie jest to dla niego zbyt przyjemne i powoduje to także zwidy.
Skąd to wiem? Teoria przeczytana w internecie i sprawdzona w realu. Ech, siedzi się zawsze czasami nocami przy komputerze, prawie się przy nim zasypia i widać to i owo kątem oka. Do tego dochodzi ogromny strach z zaskoczenia, co też powoduje chaos w uspokojonych już, przystosowanych do snu impulsów
Reply
Co Ty wiesz o eksperymentach z mózgiem. Big Grin
Odrywam się od rzeczywistości w taki sposób, że praktycznie nie mam ciała co wieczór.
Robię to tak - odpalam radio w telefonie, układam się w pozycji bocznej ustalonej (bezpieczna, bo nie mogę się zakrztusić śliną), w prawym uchu trzymam słuchawkę radia. I czekam. Po pewnym czasie przy odpowiednich warunkach zaczynam być na takiej granicy snu i rzeczywistości. To najlepsze momenty dnia dla mnie. Widzę myśli, swoje myśli. Widzę, jak one latają, zmieniają się poprzez obrazy... i to wszystko świadomie mogę obserwować. Kiedyś (jeden z pierwszych takich eksperymentów) chciałem zapamiętać, ale mi się nie udało, by praktycznie zostałem wyrwany z tego stanu (kot zaczął drapać drzwi). To spowodowało takie drganie serca. Big Grin
A teraz to na luzie mogę sobie mniej więcej przypomnieć co widziałem, co robiłem. Ale to nie jest jeszcze świadomy sen. To jest coś pomiędzy.
Reply


Forum Jump:


Users browsing this thread: 1 Guest(s)